Telefon #1 (22) 621 26 90
Telefon #2 +48 533 318 607
PL EN
Nike

Test Nike Zoom Elite 7 czyli recenzja szybkości, kołyski i responsywności

W poprzednim wpisie była mowa o nowych Lunarach, teraz nadeszła pora na nową odsłonę modelu Nike Zoom Elite 7. Jest to model mniej znany niż Glide czy Pegasus i często według mnie niedoceniany.

Zacznijmy od tego, że klasyfikujemy go jako startowo-treningowy czyli możemy spokojnie bez obaw trenować w nim na co dzień jak i używać go odświętnie do startów. But do stopy neutralnej i supinującej.

Cholewka wykonana jest z przewiewnego meshu i jak to w tym sezonie bywa – jest bezszwowa i odchudzona w stosunku do poprzednika. Waga to ok. 270 gram, więc całkiem nieźle.

Ciekawą innowacją jest zmieniony język, który jest bardzo cieniutki rodem z butów startowych. Jeśli się dobrze przyjrzycie, możecie stwierdzić, że „coś jest nie tak z tym sznurowaniem”. Otóż jest ono asymetryczne czyli najprościej mówiąc krzywe, dla lepszego dopasowania. Oczywiście dalej mamy system flywire (kabelki przy sznurówkach) dla wsparcia stopy.

Podeszwa buta zmieniła się bardzo na korzyść. Na pierwszy rzut oka znowu mamy skojarzenie z butem startowym. Pełno „wypustek” dla bardziej naturalnego przetaczania oraz tzw. „szyny” po zewnętrznych stronach owocują fajniejszym odczuciem niż poprzednia podeszwa. Można nawet wywnioskować, że nowa podeszwa jest inspirowana modelem Flyknit Racer – jednego z najlżejszych butów startowych Nike.

Za amortyzację odpowiada poduszka gazowa Nike Zoom Air na śródstopiu, która sprawia wrażenie miękkiej, aczkolwiek responsywnej amortyzacji. Zmniejszony został także drop, który wynosi teraz 8mm.

Praktyka?

Zoom Elite 7 to but stworzony z myślą o treningach tempowych, więc nie wiele myśląc zabrałem je na dwusetki. Muszę przyznać, że tak jak do Lunarglide’a 6 przekonywałem się przez 100km, to tutaj poczułem „miętę” po pierwszych krokach. Trening wykonałem bardziej efektywnie niż myślałem.

Zanim pójdziecie w nich na trening, przymierzcie je i pochodźcie. Pierwsze wrażenie jest niesamowite, gdyż przez tzw. „kołyskę” (przód buta jest delikatnie cofnięty do tyłu przez co czubki są zadarte) wymuszają od razu przetaczanie stopy.

Na początku obawiałem się, że będzie wymuszał to także podczas biegu, jednakże nie jest to aż tak odczuwalne. Biegnie się naprawdę przyjemnie i tutaj ukłon w stronę zbilansowanej amortyzacji – nie jest ani za miękko ani za twardo. Poduszka Zoom Air to sprzężone włókna, które odpowiednio reagują przy nacisku stopy o podłoże. Z reguły ten system jest trwalszy niż Lunarlon.

Dopasowanie do stopy również na duży plus. Mimo szerszego przodu, środek stopy pozostaje nieruszony podczas szybszych akcentów.

Jak z tą dynamiką? Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony… Od dłuższego czasu biegałem tylko na piance, gdyż była bardziej sprężysta. Tym razem nareszcie czuć tą responsywność z poduszki gazowej. Porównywałem także średnie tempo między Glide’em (4’30) a Elitami (4’15), różnica całkiem fajna.

Jakieś wady? Ciekawi mnie brak odblaskowych elementów tym modelu. Próbowałem go atakować z różnych stron lampą błyskową i może delikatnie połyskiwał materiał, ale typowego odblasku nie znalazłem. Części może przeszkadzać obniżony drop oraz kolor w męskiej edycji ;) (mi się akurat bardzo podoba).

Podsumowując Zoom Elite 7 będzie idealny dla osób, które potrzebują kompana do treningów tempowych, interwałowych oraz szybszych akcentów. Myślę, że śmiało mogę go również polecić osobom, które jeszcze boją się biegać w butach startowych, gdyż mamy tutaj na tyle amortyzacji, że nie zrobimy sobie krzywdy, a dynamika zapewni nam resztę atrakcji.

Autor: JustDomi